Wielki powrót?

Od razu uprzedzam, że to będzie najdłuższy do tej pory post i zarazem najbardziej osobisty. Bardzo dawno nic nie pisałem, ale spodziewałem się, że tak będzie. Nie wiem, czy kiedykolwiek wierzyłem gdy zakładałem tego Bloga, że faktycznie uda mi się pisać coś względnie regularnie, bo prób było co nie miara, a skoro wszystkie kończyły się tak samo to znaczy, że wciąż wyciągałem błędne wnioski.

Jak być systematycznym? To na to pytanie wciąż szukam odpowiedzi i brak tej cechy jest moją największą przeszkodą nie tylko w pisaniu bloga, ale w rozwoju w ogóle. Zdaję sobie sprawę, że na pewno nie jestem w tym odosobniony. Niemniej, musiało się coś wydarzyć co sprawiło, że chciałem to zmienić.

Dużo czasu minęło i dużo się zmieniło. Może to brzmi banalnie, ale dwa lata to sporo i trochę zdążyło się w tym czasie zmienić. Poznałem wielu wspaniałych ludzi. Z innymi musiałem się bezpowrotnie pożegnać. Cały ten czas, doświadczenia, myśli jest jak wiatr, temperatura i krople wody drążące w skale i zmieniające jej kształt, a skumulowany do dwóch lat tworzy nowy obraz, który może być całkiem niepodobny do tego znanego niegdyś. Nie napisałem nic przez cały 2016 rok. Chciałem przynajmniej pod koniec grudnia napisać post podsumowujący cały rok. Zacząłem się zastanawiać co się przez ten czas wydarzyło, co mi się udało, a o czym wolałbym raczej zapomnieć. Dlaczego ten tekst nie ujrzał nigdy światła dziennego? Może dlatego, że tak naprawdę nie wydarzyło się nic co byłoby warte podsumowania. Czym ten rok różnił się od poprzedniego? Czy te wszystkie postanowienia i plany są czymś więcej niż tylko mglistą wizją wymarzonej przyszłości? Dlaczego wciąż myślę o tym co będzie, snuję plany, zamiast zrobić coś teraz? Chciałem naprawdę coś zmienić. I myślę, że jestem na dobrej drodze.

Wrócę jeszcze do pierwszego pytania, które sobie zadałem. Jak być systematycznym? Dlaczego nie piszę regularnie bloga? Wielokrotnie chciałem napisać o naprawdę wielu rzeczach. To nie tak, że nie miałem o czym. Pomysłów miałem wiele ale je odkładałem na później i z reguły już do nich nie wracałem bo było za późno i mijało się to trochę z celem. Do jednego tematu chciałbym jednak na chwilę wrócić. Dwa miesiące po moim ostatnim wpisie o Riverside zmarł Piotr Grudziński gitarzysta i założyciel zespołu. Chciałem wtedy coś o tym napisać, nie wiedziałem jednak co. Dzisiaj cieszę się, że poczekałem, dlatego pozwolę sobie na kilka słów o Riverside.

21 lutego 2016 roku w wieku zaledwie 40 lat zmarł Piotr Grudziński. Bardzo mną to wstrząsnęło, bo słuchałem wtedy Riverside naprawdę często i był to etap kiedy mocno zżyłem się z ich twórczością. Na jesieni 2016 ukazała się pierwsza oficjalna biografia zespołu dzięki czemu poznałem ich jeszcze lepiej. Dziś już bym nie napisał takiego arykułu. Momentami aż mi wstyd, że opublikowałem taki tekst, gdyż fragmenty dotyczące popularności Riverside nie są poparte żadnymi rzetelnymi informacjami, a tylko moimi własnymi odczuciami. Popularność Riverside jest naprawdę duża zarówno w Polsce jak i za granicą, a ich względnie mała obecność w stacjach radiowych wynika raczej z niszowości gatunku niż braku uznania dla ich twórczości. Riverside jest bardzo liczącym się zespołem na arenie światowej w swoim gatunku – prog rocka, art rocka – do tego ich popularność stale rośnie, a podczas tegorocznej trasy koncertowej w naszym kraju pobili rekordy frekwencji na koncertach. Dwa koncerty w warszawskiej Progresji w lutym tego roku wyprzedały się w kilka godzin. Na pewno częściowo wyniknęło to z decyzji zespołu o zawieszeniu koncertowania na cały rok 2016 z powodu śmieci Piotra, ale jak powiedział Mariusz Duda – lider Riverside – wracają silniejsi i chcę wierzyć, że tak jest. Nie wiem, czy kiedykolwiek powstanie muzyka bliższa mi bardziej niż Riverside.

Mój brak systematyczności na blogu czy w ogóle w całym życiu nie wynikał nigdy z braku tematów, a właśnie z ich nadmiaru. Myślę zresztą, że to trochę znamię naszych czasów, a szczególnie mojego pokolenia. Internet jest nieograniczonym źródłem informacji praktycznie na dowolny temat i nie wiem czy kiedyś przestanie mnie to zachwycać. To niesamowite jak szybko można zdobywać informacje i zamieniać je w wiedzę, ale ten brak ograniczeń nie zawsze jest zaletą, bo dziś nie jest już sztuką znajdowanie informacji, a umiejętność ich selekcjonowania. Nadmiar prowadzi do tego, że sam nie wiem na czym powinienem się skupić. Ja zawsze próbowałem po trochu na wszystkim, co doprowadziło tego, że owszem mogłem się pochwalić szeroką wiedzą na wiele tematów, ale niestety często bardzo fragmentaryczną.

Zawsze brałem dużo na siebie. Po maturze zdecydowałem się, że będę pisał w następnym roku rozszerzoną matematykę do której przygotowywałem się jednocześnie studiując, prowadząc drużynę harcerską i grając w radiu internetowym. Nie chciałem, żeby cokolwiek mnie ominęło. Potem przez kolejne dwa lata studiowałem dziennie dwa kierunki studiów, jednocześnie dorabiałem robiąc stronki i udzielając korków. Gdy tylko skończyłem jeden kierunek zacząłem łączyć studia ze stałą pracą. Zawsze w mniejszym lub większym stopniu odbijało się to na efektach. Robiąc tyle jednocześnie nie zostaje zbyt wiele czasu na odpoczynek. Na każdą z rzeczy miałem wyliczoną ilość czasu, której nie mogłem przekroczyć bo zaraz musiałem zająć się czymś innym. A gdzie pośród tych obowiązków czas na dodatkowe pasje i przyjemności? Zawsze jakoś próbowałem go znaleźć ale też znowu efekty nie były takie jakbym chciał. Zdążyłem przyzwyczaić się do takie stanu rzeczy myśląc cały czas, że po prostu nie umiem być dokładny. Przez cały ten czas narastała we mnie frustracja i poczucie, że w niczym nie jestem dość dobry. Ciężko było mi się pogodzić z tym, że niestety nie da się robić wszystkiego na raz. Trzeba wybierać. Wiem też, że lepsza jest zła decyzja niż żadna. Jeżeli przez najbliższy miesiąc będę uczył się piec szarlotkę, a po miesiącu stwierdzę, że pieczenie ciast nie jest zupełnie dla mnie to będę mógł z czystym sumieniem wykreślić pieczenie ciast z listy rzeczy, których chciałbym się nauczyć. Gdybym próbował jednocześnie pieczenia ciast, nauki programowania w Javie i sklejania modeli myśliwców to mógłbym poświęcić na te wszystkie czynności trzy miesiące i dalej nie wiedzieć, której poświęcę najwięcej uwagi. Może żadnej, a może wszystkim. Jeżeli żadnej to jeszcze pół biedy, gorzej jak wszystkim, bo robiąc te wszystkie rzeczy na raz nie mogę oddać się żadnej w pełni. Dlatego powiedziałem sobie: STOP! Nie wszystko na raz. Zacząłem regularnie tworzyć sobie listę rzeczy, którymi chciałbym się zająć w najbliższym czasie, czy nawet trochę później. Nazywam ją sobie poczekalnią. W regularnych odstępach czasu wybieram sobie z poczekalni maksymalnie trzy rzeczy, którym poświęcam uwagę. Dla przykładu, poniżej jest moje TOP3 z końca czerwca:

  1. Sesja egzaminacyjna,
  2. Treningi na siłowni i bieganie,
  3. Ćwiczenie gry na gitarze.

Część rzeczy trzeba wypracować jako stały nawyk, jak np. regularne ćwiczenie gry na gitarze, a dla innych warto mieć rezerwę czasową, bo pojawiają się tylko okazjonalnie i niekoniecznie chcę im poświęcać dużo uwagi przez dłuższy czas, np. nauczę się montować filmy, bo chciałbym zmontować fajny film z wakacji. Myślę, że przełomowym momentem dla mnie było zdanie sobie sprawy, że strach przed tym, że coś mnie ominie, czy że gdzieś popełnię błąd sprawiał, że omijało mnie dużo więcej niż gdybym podejmował decyzje, nawet złe. Teraz gdy skończyłem sesję, chce poświęcić więcej czasu na aktywność fizyczną i ćwiczenie języków. Na każdą z tych rzeczy mam konkretny plan i dopiero po jego wykonaniu planuję następne.

No dobra skoro tyle się zmieniło w ciągu tych lat, to już napiszę po krótce ale bez przynudzania co się działo jak mnie nie było

  1. Skończyłem studia (co prawda dopiero licencjat, ale nie jeden a dwa),
  2. Dostałem się na Big Data na SGH (i już połowa za mną),
  3. Rozwalili mi kropka (mój samochodzik 🙁 ),
  4. Kupiłem nowego kropka (w zasadzie grande kropka),
  5. Pozwiedzałem trochę (m.in. Budapeszt, Barcelona, Londyn, Wenecja, Florencja),
  6. Po raz pierwszy wystąpiłem publicznie z prezentacją na dużej bankowej konferencji za granicą dumnie reprezentując mojego pracodawcę,
  7. Od końca lutego schudłem 8 kg (udało mi się zmienić nawyki żywieniowe, poprawiłem swoją sylwetkę i kondycję fizyczną),
  8. Od kwietnia zacząłem chodzić na regularne lekcje gitary,
  9. A jeszcze dodam, że w najbliższym czasie ja i Milena będziemy mieli kota 🙂

Konsekwencją mojej nowej filozofii nie łapania wszystkich srok za ogon, a także wielu godzin spędzonych na poszukiwaniach i przemyśleniach podjąłem decyzje, które mogą mieć też wpływ na to co będzie się pojawiać na blogu.

  1. Nie będę się już zajmował Web Designem. Nie da się zajmować samodzielnie Web Designem, nie będąc specjalistą od frontendu, a frontend zdecydowanie nie jest moją mocną stroną, ani nigdy nie był też moim głównym zainteresowaniem. Dużo pewniej się czuję i dużo większą frajdę sprawia mi tworzenie algorytmów, dlatego też znika z bloga zakładka Web Design.
  2. Cały czas będę uczył się programować, ale najwięcej czasu poświęcę analizie danych i technologiom kojarzonym z Big Data (R, Python, SAS, SQL, Spark, Hadoop). Można się spodziewać artykułów z tej tematyki.
  3. Chciałbym stworzyć coś swojego. Od dawna fascynują mnie Twórcy startup’ów i od jakieś czasu w planach mam wystartować z nowym projektem. Więcej powiem już niedługo.

No dobra. Ten długi post powoli zmierza do końca. Pojawiło się trochę podsumowań, trochę przemyśleń i trochę zapowiedzi. Trzymajcie kciuki, żebym był wytrwały, bo nad tym pracuję każdego dnia. Nie da się raz posiąść tej cechy i zatrzymać na zawsze i jeszcze do tego przekładać na każdą nową rzecz, której się podejmiemy. Przynajmniej ja tak nie potrafię. Pisanie pomaga mi uporządkować myśli i stworzyć plan działania. Będę tego bloga traktował trochę jak pamiętnik, a trochę jak notatnik z najważniejszymi rzeczami. Tu będę porządkował swoje przemyślenia, tutaj też będę starał się stworzyć skarbnicę wiedzy do której będę mógł zawsze wrócić. Myślę, że głównie z programowania i przetwarzania danych, ale nie zarzekam się, że tylko.